::ślady zwiedzających::

2010
marzec
2009
maj
2008
wrzesień
maj
kwiecień
2007
grudzień
listopad
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
Co nowego od poprzedniego wpisu?
Wakacje
Jedne z najlepszych moich dotychczasowych. Chodziłam na spotkania DDA i DDD. Bardzo dużo radości mi to dawało. Przede wszystkim poczucie wspólnoty, akceptacji z zewnątrz i nadzieję na to, że będzie lepiej. Bo skoro inni sobie radzą, to ja też. No i najważniejsze - zyskałam tam koleżankę. Bardzo uśmiechniętą tegoroczną maturzystkę. Cieszę się, że nasz kontakt nadal się utrzymuje. Poza tym, przez całe wakacje spotykałam się z ludzmi z forum. Te spotkania też dawały mi wiele satysfakcji, chociaż dziwnie jest, że spotykamy się, robimy coś razem, a tak naprawdę nigdy nie rozmawiamy szczerze o poważnych sprawach. Napatoczyła się też wakacyjna miłostka, bardzo miła zresztą, choć platoniczna.

Studia
To jest przeczyna mojego największego doła. Rozwaliłam sobie życie i teraz w kółko muszę się tłumaczyć. Ludzie w moim wieku są na zupełnie innym etapie życia niż ja. Też chciałabym wreszcie ruszyć, awansować, ewoluować.

Kondycja psychiczna
W dniu, kiedy pisałam poprzednią notkę byłam na moim wymarzonym, prestiżowym kierunku, na mojej upragnionej, prestiżowej uczelni, mieszkałam niemalże w centrum miasta, na wydział miałam 7 minut piechotą. I najważniejsze - byłam w związku. Lecz mimo to nie czułam się euforycznie. Dzisiaj nie mam już ani tamtych studiów, ani tamtego mieszkania, ani chłopaka. Ciągle jestem zmęczona, smutno mi, myśli depresyjne, znowu rezygnuję ze spotkań, rezygnuję z rozrywek, bo na nic nie mam siły.

Związek
Nie ma. Chodzę na randki, ale szczerze mówiąc, męczy mnie to. Chciałabym mieć kogoś na stałe, a nie na każdy film, na każdy spektakl, na każdą wystawę chodzić z kimś innym.
Nuży mnie pisanie ciągle o sobie tych samych rzeczy - tyle że do nowej osoby. Potrzebuję stabilności, miłości, wierności, wspólnych walentynek, kwiatka na Dzień Kobiet, imprezy urodzinowej. Chcę być na pierwszym miejscu, a nie w kółko słuchać o innych laskach, byłych, przyszłych, ewentualnych.



wiatrucien 2010-03-21 17:02:40
skomentuj (4)
Kupię tanio kilku znajomych.
Uwielbiam serwisy web 2.o w internecie. Szkoda tylko, że domyślnie w tych serwisach trzeba mieć znajomych. Skąd ich mam wziąć?

Zrobiłam diagram moich trudności.
Wyróżniłam 5 przyczyn: ocd, kiepska organizacja czasu, zmęczenie, dysfukcyjna rodzina, stres/depresja. Przy czym: dysfunkcyjna rodzina spowodowała ocd, które z kolei spowodowało zmęczenie, które z kolei wpłynęło na kiepską organizację czasu, co w dalszej perspektywie wpłynęło na depresję, stres i napięcie, które próbuję sobie rzekomo redukować poprzez ocd. Wesołe kółeczko, normalnie karuzela marzeń.

Główne zalecenia:
- podwyższyć poczucie własnej wartości (dziennik sukcesów, zdobywanie wiedzy i umiejętności, afirmacje, medytacja)
- poprawić kondycję fizyczną (joga)
- obniżyć poziom fobii społecznej (spotkania AFS, dystans od Ja)
- pozbyć się destruktywnych nawyków ( robić wszystko od razu, nagrody za działanie)
- nawiązać kontakt z ludzmi (spotkania DDA/DDD, w miarę możliwości także grupa psychoterapeutyczna)
- pozbyć się depresji (spotkania AD, teksty motywacyjne)
wiatrucien 2009-05-31 18:58:30
skomentuj (1)
Zaczęły się studia...

Mój stosunek do tego, co się dzieje jest ambiwalentny. Z jednej strony jestem mile podekscytowana nowym miejscem, ciekawymi przedmiotami, ludzmi, których mogę poznać, możliwościami, jakie zyskam będąc studentką... Ale z drugiej nasila się lęk, jak zawsze za każdym razem, gdy robię to, na czym mi zależy, gdy zachowuję się tak, jakby lęku nie było, to on o sobie przypomina. Bardzo się staram nieco zdyscyplinować moją anankastyczną osobowość i złagodzić melancholię. Wiem, że to może mi utudnić studia. Wiem też, że kluczem do sukcesu jest obecność.

Mam dużo rzeczy do załatwienia... Trochę się trzeba nabiegać, a potem jestem padnięta, ale to uczucie jest powiązane ze specyficznym zadowoleniem, jakie daje świadomość, że ma się jakiś cel.

Chcę modelować swoją osobowość. Ale żeby ją modelować, najpierw powinnam dobrze ją poznać. Czasem myślę sobie, że znam już siebie bardzo dobrze. Wiem, że mam temperament melancholijny, wiem, że mam osobowość anankastyczną, wiem, że jestem introwertywna, kieruję się emocjami, zródłem informacji jest dla mnie intuicja, prowadzę percepcyjny styl zycia. Ale co to o mnie mówi? Jestem tymi słowami? Jestem tylko taka i już nie mogę być kimś więcej? Chciałabym to docenić, chciałabym odnalezć w tych klasyfikacjach dobre strony, pragnę czuć satysfakcję z tego, że jestem właśnie taka. Może zamiast nałogowo starać się stać kimś innym, powinnam bardziej docenić to jaka już jestem i wyeksponować należycie to, co jest we mnie wartościowego? Bo przecież jestem wartościową osobą. Jak sobie siedzę sama w domu to czuję się bardzo wartościowa. Poczucie bezwartościowości przychodzi dopiero w kontakcie z drugim człowiekiem.
Ludzie obniżają moje poczucie własnej wartości, nawet nie muszą nic robić, po prostu automatycznie porównuję się z tym, jacy oni są, jaką oni chcieliby mnie widzieć, myślę o tym, jaka powinnam być, aby ich bardziej zadowolić i już nic więcej nie potrzeba.
Chciałabym się nie porównywać.
Już nie będę się porównywać.
Inni są świetnymi ludzmi.
Ale ja też jestem świetna.
Momentami.



wiatrucien 2008-09-30 17:31:31
skomentuj (0)
Nowe działania.


Jeśli się robi stale to samo, to nie można liczyć na to, że będzie inaczej, prawda? Dlatego teraz działam w sposób konstruktywny. Uczę się umiejętności niezbędnych w codziennym zyciu. Na początek - chcę częściej pisać na blogu. Może niecodziennie, ale prawie. Taki pamiętnik to jest naprawdę dobra rzecz. Można na bieżąco patrzeć na swoje ewentualne postępy. Dostałam się na moje wymarzone, od lat upragnione studia. Jeszcze w czasie rekrutacji rozmyślałam o tym, która mogę być najdalej na liście rankingowej, żeby się dostać w drugiej turze. A dostałam się w pierwszej. Bez problemu. To dla mnie wielki sukces. Ale i przede wszystkim wyzwanie. Bo teraz musi pójść dobrze. Bo już nie mam dokąd uciekać. Od początku wakacji intensywnie się psychoterapeutyzuję. Czytam poradniki psychologiczne. Robię notatki. Robię ćwiczenia. I kiedy tak siedzę w domu, czytam, piszę, robię ćwiczenia, to jestem zadowolona, bo czuję, że jestem coraz bardziej asertywna, coraz bardziej pewna siebie, coraz bardziej śmiała, coraz bardziej otwarta, coraz radośniej nastawiona do świata i ludzi. A potem wychodzę z domu... i czuję się tak, jak zawsze. Wychodzę z domu i z powrotem jestem nieasertywną, nieśmiałą, nieumiejącą się komunikować z otoczeniem, przygnębioną, nieciekawą osobą. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawda? Czy tak jest w istocie? Za tydzień zaczynam studia. Za tydzień się przebiorę za taką osobę, jaką zawsze chciałam być. Udawanie będzie moją codziennością. Będę udawać, będę świetną aktorką, aż wreszcie ta rola awansuje na normalność. Pragnę miłości. Jak zawsze. Między mną a K. jest wielka pustka. Czuję do niego sentyment, chciałabym się z nim spotkać, przytulić się do niego... Ale nie mogę. Chciałabym się zakochać.

wiatrucien 2008-09-23 21:18:25
skomentuj (3)
Majowe przemyślenia.

Mogłabym pójść do pracy... Miałabym dzięki temu motywację, by się zrywać z rana, zamiast drzemać do południa. Ale - owady, ludzie, tłum, gorąco, nadmiar myśli, rozważania egzystancjalne... i ja już wymiękam, i ja już się rozpadam. Czasem, gdy siedzę w domu wydaje mi się, że już jest lepiej, że nadaję się do normalnego zycia, a potem wychodzę na dwór, rzucam się w ramiona prawdziwego zycia... i chcę uciekać.


wiatrucien 2008-05-05 16:50:23
skomentuj (4)
Zawirowania.

Mimo iż się nic nie dzieje, to się dzieje bardzo wiele. Zawaliłam trzecie studia. Nie czułam się na nich dobrze, dotąd studiowałam w trybie dziennym i jeżdżenie na jeden wykład na 15.00 zupełnie rozbijał mi dzień. Poza tym, poziom osób studiujących wieczorowo znacznie się różni od poziomu studentnów dziennych. Na studiach dziennych ludzie biegną z jednych zajęć na drugie i nie wiedzą, która książkę najpierw czytać, zaś na studiach wieczorowych też się biega - ale z jednej imprezy na drugą, nauki szczere mówiąc zbyt dużo tam nie ma. Ja lubię orientalistykę i ciekawiła mnie tematyka zajęć, aczkolwiek fakt, iż mama wymagała ode mnie uczęszczania na wszystkie zajęcia bardzo mnie do tego zniechęcał. Wagary też nie były dla mnie super atrakcją, zwłaszcza w zimie, zwłaszcza przy mojej fobii społecznej.
Z mamą zupełnie nie mogłam się dogadać, codzienne kłótnie i awantury bardzo mnie wyczerpywały. Może gdybym nie miała zaburzeń psychicznych, to nie miałąbym z mamą tylu problemów, może gdybym nie słyszała dzień w dzień, że "mam równać do norm społecznych" nie czułabym się tak totalnie bezwartościowa.
Wszystko mi się rozpływa, generalnie nic nie robię, a jeśli nawet coś robię, to nie czuję, żeby to znacząco wpływało na poprawę mojej egzystencji. Znowu czuję, że podążam w kierunku bulimii. Dużo jem. Za dużo. Oczywiście sportu nie uprawiam. Czasem sobie poćwiczę przez chwilę jakąś figurę z bellydancingu albo reggaetonu. Jogi nie ćwiczę. Nie medytuję. Nie afirmuję się. Nie uczę się japońskiego. W ogóle niczego się nie uczę.
Myślę o Krzysiu. Bardzo się rozpędziliśmy w naszym zbliżaniu się. On pragnie mnie, a ja pragnę jego, więc niby wszystko dobrze, a ja dziwnie się poczułam... Bo przecież byłam dotąd aseksualną ascetką, a teraz pieszczę się z mężczyzną. Zależy mi na nim, pociąga mnie jego intelekt, emocjonalność, to jaki jest czuły, namiętny i troskliwy... i jego prześliczny głos... Ale teraz poczułam, że potrzebuję przerwy, żeby uporządkować myśli, jednak spotkanie z nim wzmogło moje pożądanie... Obecnie na jego osobie skupiają się moje myśli, wszystko dookoła się rozjeżdża, a ja myślę o nim. Ciągle o nim. Bo jest taki słodki. Bo wiem, że mu na mnie zależy... Jakie to niesamowite... przystojny, mądry, wspaniały mężczyzna pragnie mojej bliskości... Raduje mnie ten fakt, lecz także i przygnębia... bo ja jestem taka popaprana, często go ranię, choć przecież nie celowo... Trudno się ze mną dogadać... On właściwie jest do mnie podobny, być może to jest powodem tego, iż stosunkowo często wikłamy się w jakieś nieporozumienia... Przykro mi jest tylko, bo mamy spore trudności w komunikacji w realu. Nie umiemy ze sobą rozmawiać na poważne tematy. Rozmawiamy o seksie, a trudno nam powiedzieć sobie, co do siebie czujemy.
Jest dziwnie. Ale przyjemnie.


   

wiatrucien 2008-04-05 16:42:52
skomentuj (0)
Sylwester.
Siedzę sobie w domu.
wiatrucien 2007-12-31 23:24:49
skomentuj (1)